Pani Halinka - Nell Halina Noel

Nell Halina Noell a raczej Pani Halinka, bo tak lubiła być nazywana, zaczęła odbierać dyktowania w 1977 roku. Początkowo były to nieczytelnie zapisane kartki papieru, które szybko przerodziły się w słowa i całe zdania. Jednymi z pierwszych, którzy podyktowałi pani Halince (o ile dobrze pamiętam), był zmarły zaledwie rok wcześniej mąż pani Halinki i jej Mama. Wszystkie prawie dyktowania, poza tymi odebranymi w Rzymie, Chinach i Singapurze, pani Halinka otrzymała w swojej parterowej will, niedaleko stadionu Wembley, w północno-zachodnim Londynie. Najlepiej jednak całą historie opowie ten, który przez wiele lat był świadkiem i uczestnikiem tysięcy dyktowań. Oto fragment z bloga Roberta Alexandra.

(…) Tak, to już ćwierć wieku minęło od czasu gdy siadywałem co wieczór z panią Halinką do odbierania dyktowań. Wybieraliśmy na przemian jakiegoś Ducha, człowieka w Duchu - jak to zostało przez nas określone by odciąć się od pojęć duszy i ducha – i pani Halinka zaczynała, po dłuższym lub krótszym wstępie odbierać dyktowanie a mnie przypadała rola, tego, który odkłada zapisana kartkę na bok i podsuwa kolejne, wszystkie formatu A4. A jest ich zapisanych przekazami od zmarłych – szacuję - ponad 100 tysięcy. W mojej obecności pani Halinka zapisała niewiele, jakieś 20-25 tysięcy kartek. Trzeba będzie to kiedyś policzyć. Ale nie czas teraz wspominać jak te dyktowania były odbierane i zapisywane. Pani Halinka zawsze powtarzała, że czuje jak ktoś (ludzie w Duchu) wkładał jej do głowy pojedyncze wyrazy i całe zdania. Wkładał do głowy zawsze z prawej strony. Mnie kazała siadać zawsze z jej lewej strony, tak aby nie zakłócać przekazu. Powtarzała też wielokrotnie, że jest tylko przekaźnikiem, odbiornikiem radiowym, który rejestruje to, co zmarli maja do powiedzenia. Na ile ten odbiornik był doskonały a przekazy czyste i niezakłócone, historia pokaże i pokażą też, mam nadzieje wkrótce, porównania z dyktowaniami odbieranymi przez inne osoby na całym Świecie. To co musze podkreślić i będę chciał podkreślać zawsze, że odbieranie dyktowań przez panią Halinkę, nie miało nic wspólnego z transem czy wywoływaniem duchów w klasycznym rozumieniu tego pojęcia. Nic okultystycznego, mrocznego. Przecież tylko dobre duchy mogły dyktować. Złe duchy a nawet samobójcy nie byli w stanie dostąpić Łaski podyktowania. Po prostu siadaliśmy i pani Halinka zapisywała co słyszy. Musiał być jednak spełniony podstawowy warunek. Nie mogła być zdenerwowana, bo jak sama mówiła, kanał jej się zamykał i nic nie dostawała do głowy. Był to jakby stan półświadomy, czasem sama się dziwiła, temu co zapisała przed momentem na papierze. Jeżeli dzwonił telefon, to przerywała i odbierała. Lubiła siadać zawsze w tym samym miejscu, ale, ale to już inna historia. (…)


 
Copyright 1985-2011 by New Reality Books. All Rights Reserved